piątek, 24 kwietnia 2015

-49% W Rossmanie, czyli nie samym sportem NAT żyje.

Uwaga!

Wyznania zakupoholiczki.
I tapeciary. ( :c )

Od dziś do 29 kwietnia na wszystkie kobiety czyha promocja w Rossmanie na podkłady, pudry, róże, bronzery i rozświetlacze.
-49%, więc nie w kij dmuchał.

Wiecie jak to jest, nic Ci nie potrzebne, jesteś spłukana, a tylko wejdziesz do drogerii i BACH.

Bo wiecie, nie?

Mam nadzieję, że nie tylko ja tak mam.

Skusiłam się na parę kosmetyków. Każdy z nich jest dla mnie nowością, więc na razie nie powiem Wam jak się sprawują. Potestuję i pewnie dam znać czy były warte zakupu.
Jeśli macie trochę ekstra gotówki i chcecie ją zostawić w Rossmanie, a nie wiecie co kupić,
możecie zainspirować się tym, co kupiłam ja.


Oto powody mojego bankructwa:






1.  Manhattan Clearface Compact Powder Antybakteryjny puder w kamieniu


Info z wizażu:
Puder w kamieniu zapewnia efekt długotrwałego zmatowienia oraz pokrycia niedoskonałości bez zatykania porów. Jednocześnie leczy wypryski i minimalizuje powstawanie nowych pryszczy. 

Cena: 21zł / 9g



2. WiboFixing Powder (Puder sypki utrwalający)


Info z wizażu:
Półtransparentny utrwalacz makijażu w sypkim pudrze. Matuje, utrwala zarówno podkład i korektor. Zapewnia idealną bazę wyjściową do aplikacji różu i rozświetlacza. Jego drobnozmielona konsystencja ułatwia dopasowanie do każdego rodzaju podkładu. Zawarty w nim kolagen działa nawilżająco i regenerująco. 

Skład: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Mica, Magnesium Stearate, Silica, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Parfum, CI 77499, CI 77491, CI 77492

Cena: 10zł / 6g



3. RimmelLasting Finish 25 HR, puder kryjąco-matujący


Info z wizażu:
Podkład 2w1 w pudrowym kompakcie. Aplikuje się łatwo jak puder, kryje jak podkład natychmiast maskując niedoskonałości. Lekki i jedwabisty, idealnie stapia się ze skórą i wyrównuje jej koloryt, dając naturalny efekt bez uczucia obciążenia, który trwa do 25 godzin. W zależności od liczby nałożonych warstw zapewnie krycie od średniego do pełnego.
Użyj go na sucho jako wykończenie makijażu lub na mokro - jako ultralekkiego podkładu. Wyjątkowo długotrwała formuła jest odporna na ścieranie i pot.
Dostępny w 4 odcieniach.

Skład: Dimethicone, Magnesium Stearate, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Polyethylene, Acrylates Crosspolymer, Amodimethicone, Silica Dimethyl Silylate, Phenoxyethanol, Ptfe, Triethoxycaprylylsilane, Caprylyl Glycol, Sorbic Acid, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, [May Contain +/- : Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)] (3.02.2015.)

Cena: ok. 33zł / 7g



4. RimmelLasting Finish, korektor


Info ze strony rimmel:
Ukrywa niedoskonałości cery, tuszuje cienie pod oczami, a nieskazitelny efekt utrzymuje się aż do 25 godzin. Produkt jest odporny na ścieranie, pot, nie rozmazuje się na twarzy. Wystarczy rozprowadzić go palcami na skórze i cieszyć się długotrwałym działaniem.
Dostępny w dwóch odcieniach: Porcelain (010) i Ivory (020).



5.  Astor, Perfect Stay, Concealer 24 h + Primer (Korektor pod oczy) 


Info z wizażu:
Korektor Perfect Stay 24H Concealer +Primer pomoże Ci ukryć niedoskonałości i cienie pod oczami oraz rozświetli okolice oka. Zawartość bazy pod make-up zapewnia trwałość do 24 godzin. Ekskluzywna formuła z bazą w składzie optymalnie przygotuje skórę pod makijaż. Dzięki odpornej na ścieranie formule, tylko jedna aplikacja wystarczy, aby pokryć niedoskonałości i cienie pod oczami na cały dzień. Poręczny aplikator zapewnia perfekcyjne, a za razem łatwe nakładanie kosmetyku. 

Cena: ok. 30zł / 6,5ml



6. WiboDiamond Illuminator, Rozświetlacz prasowany


Info z wizażu:
Diamentowy rozświetlacz w kamieniu. Bogaty w wit. E i proteiny jedwabiu nadaje skórze miękkość, gładkość i jedwabistość. Dzięki zawartości oleju jojoba nawilża i ochrania, tworząc na skórze film ochronny zabezpieczający przed wysychaniem. Stosowanie: aby uzyskać efekt niezwykłego połysku na skórze, nałóż rozświetlacz na policzki, czoło i brodę. Efekt: jedwabiście gładka i rozświetlona cera pełna blasku i elegancji. 

Cena: 9,80zł



7. Wibo, Primer Base (Baza silikonowa pod makijaż)



Info z wizażu:
Primer Base to baza silikonowa, tworząca na powierzchni naskórka cieniutką siateczkę, która napina się i wygładza niedoskonałości skóry. Produkt należy stosować na oczyszczoną cerę, najlepiej po użyciu kremu, a przed nałożeniem fluidu. Lekka, żelowa konsystencja nie obciąża skóry, sprawiając, że baza rozprowadza się równomiernie i pozostaje dłużej na swoim miejscu.

Cena: 12zł / 15ml


No, to by było na tyle.

A Wy co upolowałyście lub planujecie upolować?




czwartek, 23 kwietnia 2015

Dietetyczny omlet z... ciecierzycy!

Myślicie, że na diecie nie można jeść pysznych, słodkich rzeczy?

Błąd!

Wszystko zależy od doboru składników. Wydaje nam się, że zdrowe odżywianie jest czasochłonne, pracochłonne i ogólnie NIE MAM NA TO CZASU I CIERPLIWOŚCI, ale to bzdura.
Nie jesteśmy tylko zbyt leniwi żeby coś przygotować, 
jesteśmy zbyt leniwi by o tym pomyśleć.
Przygotowanie alternatywy dla niezdrowego posiłku wymaga CHWILI myślenia. 
Praca nad zdrową wersją zajmuje zazwyczaj tyle samo czasu, co przygotowanie niezdrowej.
Jeśli dodatkowo macie przed oczami gotowy przepis, nie macie wymówek.
Przygotowałam dla Was coś w sam raz na zdrowe i pyszne rozpoczęcie dnia.

Fantastyczny zdrowy omlet z... ciecierzycy oblany dietetycznym megaczekoladowym sosem!


SKŁADNIKI NA OMLET:
2 jajka
100g ciecierzycy z puszki
25g mąki pszennej pełnoziarnistej
łyżeczka przyprawy piernikowej
łyżeczka cynamonu
łyżeczka kakao
dowolny aromat
coś do posłodzenia(stewia, ksylitol, słodzik, miód)
pół łyżeczki proszku do pieczenia(opcjonalnie)

Wszystko do miski, zblendować, usmażyć Emotikon smile

SKŁADNIKI na megaczekoladowy dietetyczny sos:
1,5 łyżki gorzkiego kakao
woda(do uzyskania odpowiadającej Wam konsystencji)
słodzik
Pyszny, rozpływający się w ustach, w smaku jak pierniczek oblany czekoladą, ideał!
 
MAKRO: 406,8kcal, B:27,4g W:34,5g T:17,7g

Wyszedł I D E L N Y, polecam!



piątek, 17 kwietnia 2015

Co zrobić żeby schudnąć?

Właśnie.

Co zrobić? Jak to zrobić?
I jeszcze jedno,

 jak długo będę musiała się TAK MĘCZYĆ?

Odpowiedź jest zależna od tego czego oczekujesz,
chcesz za wszelką cenę schudnąć do określonej wagi, wyglądu, a potem wrócić do starych nawyków i co za tym idzie zatoczyć błędne koło?
Czy może chcesz schudnąć i wyglądać świetnie przez cały czas?

Jeśli tak jak moim, Twoim celem jest druga opcja, odpowiedź na pytanie - JAK DŁUGO? jest jedna.

Zawsze.

Rozpoczynając walkę o świetną sylwetkę musisz odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie,
czy sposób w jaki chcę to zrobić jest dobrym sposobem na... życie?
Jeśli zależy Ci na trwałych efektach, odpowiedź musi być twierdząca.
Dlatego pomyśl, czy to powinna być męka? Chcesz się męczyć całe życie?
Podejrzewam, że nie i mam dla Ciebie świetną wiadomość.
Nie musisz. Co najlepsze, możesz przy tym osiągnąć swoją wymarzoną sylwetkę.

Dwie sprawy. Rozsądek i systematyczność.
I jeszcze dwie. Zdrowie i... przyjemność.

Męczymy się, kombinujemy, szukamy dróg na skróty, a odpowiedź na pytanie zawarte w poście jest banalnie prosta.

Żeby schudnąć trwale i dobrze musisz być:

* rozsądna

Diety cud i głodówki to złe i krótkotrwałe rozwiązanie.
Zwolniony metabolizm, nadszarpnięte zdrowie i efekt jojo.
Chyba nic więcej nie muszę dodawać?

*systematyczna

Koniecznie. Nie możesz się zniechęcać. Musisz nad sobą pracować. Każdy chce efektów JUŻ, TERAZ, W TEJ CHWILI, ale na trwałe efekty trzeba pracować systematycznie. Chcesz ich? Rób swoje. Systematyczność w dążeniu do celu to gwarancja sukcesu.

*zdrowa

No właśnie. Zdrowa, po prostu. A zdrowa będziesz żyjąc zdrowo- zdrowo jedząc i dbając o siebie.
Pamiętaj o tym.

*ZADOWOLONA, SZCZĘŚLIWA

Klucz do osiągnięcia wszystkiego, co sobie wymarzysz.
Musisz być szczęśliwa robiąc to, co robisz. Nie możesz myśleć o tym jak o męczarni. Myśl o tym jak o swoim stylu życia. Uczyń to swoim stylem życia. Zmień swoje nawyki na lepsze. Bądź lepsza.
I uśmiechaj się!


To są najważniejsze rzeczy.
Reszta przy tym to pestka,

To zmiany w Twojej głowie są najważniejsze. Zmiana ciała to tylko ich następstwo.

Powodzenia! :)


niedziela, 4 stycznia 2015

Motywacja do ćwiczeń i zdrowego odżywiania- moje sposoby.

Z nowym rokiem wiele osób planuje rozpocząć swoją drogę do zdrowia i wymarzonej sylwetki. Mamy wielkie plany, ambicje, czujemy się zmotywowani. Czytamy blogi, oglądamy zdjęcia wysportowanych dziewczyn. Sukces wydaje się być w zasięgu ręki. I wreszcie zaczynamy. Pierwszy dzień diety, drugi dzień diety. Trening, trening. Mija tydzień, dwa i motywacja zaczyna słabnąć. Patrzymy w lustro i niby rozsądek mówi nam, że nie da się osiągnąć sukcesu na JUŻ,
ale harujemy na niego tak ciężko, a tu nic. W lustrze nie pojawił sie nagle inny człowiek.
I niestety. Zamiast pracować na wymarzone efekty dalej, poddajemy się. Tu pocieszymy się czekoladą, bo przecież po tylu dniach trzymania diety i ćwiczenia nam się należy. Tu zjemy coś na mieście. Opuścimy trening, bo mieliśmy ciężki dzień, bo czasu jest za mało, a tak właściwie to po prostu nam się nie chce. Motywacja słabnie i tak właśnie u znacznej części z nas kończy się walka o wymarzone ciało.
Znam to z autopsji.

Dzisiaj przedstawię Wam parę sposobów, które mi pomagają się zmotywować i nie rzucić wszystkiego w pizdu po tygodniu, czy dwóch, Chociaż wierzcie mi, nie jest to łatwa sprawa.
Nie będę Was oszukiwać. Jeśli ktoś z natury jest śmierdzącym leniem, jak ja, nie będzie miał lekko.
Grunt to odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nas naprawdę ważne?
Pamiętajcie o konsekwencjach. Możliwe, że w tym momencie jedyne na co macie ochotę to leżenie w łóżku i obżeranie się ciastkami, a ćwiczenia i zdrowe odżywianie są ostatnią rzeczą jaka Wam w tej chwili w głowie. Spójrzcie w przyszłość i pomyślcie, co w ogólnym rozliczeniu będzie dla Was lepsze.
Ciężka praca, ale świetna sylwetka?
Czy błogie lenistwo, ale wylewające się boczki ze spodni, kupowanie ciuchów maskujących mankamenty figury w coraz większym rozmiarze i niechęć do oglądania się w lustrze?
Ja wybieram pierwsze.
I wierzcie mi, ten wybór jest GWARANCJĄ sukcesu.

Jeśli to nie jest dla Was wystarczającą motywacją, poniżej parę moich sposobów na wytrwanie w postanowieniach, dotyczących zdrowego odżywiania i treningu:

* Po pierwsze, zapisz swój cel. Określ co chcesz osiągnąć i w jakim czasie chciałbyś tego dokonać.
Proponuję założyć oddzielny zeszyt, dotyczący tylko tematyki zwiąnej z naszą przemianą.

*Potraktuj to jak wyzwanie. Realne wyzwanie. Wiem, że wszyscy o tym mówią, ale niech droga do sukcesu będzie stopniowa. Przyświeca Ci określony cel, ale łatwiej będzie Ci dojść do niego małymi krokami i celebrować małe sukcesy. Jaśniej. Rysujesz sobie tabelkę, która liczy 30 kwadracików. To Twoja tabelka na najbliższy miesiąc. Jeden kwadracik- jeden dzień. W kwadraciku stawiasz krzyżyk, albo nie wstawiasz nic. Codziennie stawiasz przed sobą cel- czysta micha i dobry trening. Dałeś radę? Brawo, stawiasz krzyżyk. I tak dzień w dzień. Nie myślisz o odległej przyszłości, o tym, że do sukcesu daleka droga, patrzysz na dzisiejszy dzień. Dzisiaj ma być dobrze. I działasz.
Wierzcie mi, banalna sprawa, a naprawdę ułatwia,
bo co to za problem postarać się przez jeden dzień?
Dużo łatwiej jest spojrzeć na to w ten sposób, niż myśleć, że ma się przed sobą pół roku(orientacyjny czas) ciężkiej harówy.

*Pomyśl o tym, że jeśli będziesz sumiennie dążył do celu, to sukces nie jest czymś możliwym do osiągnięcia,
jest pewny.

*Nie traktuj treningu jak smutnego obowiązku,
nie myśl o tym, że będzie ciężko, beznadziejnie, że robisz to z przymusu.
Pomyśl o sporcie jak o czymś, co jest stałym elementem Twojego życia, nie dlatego, że uprawianie go do czegoś prowadzi, tylko, że po dobrym treningu czujesz się świetnie.
Jak można nie lubić czegoś co w efekcie daje Ci radość?
No właśnie, nie można!

*Myśląc o diecie, nie myśl o głodówce, życiu na liściu sałaty i braku przyjemności z jedzenia.
A jeśli tak myślisz, zerknij na mój wcześniejszy post i NIE MYŚL TAK WIĘCEJ.
Ze zdrowego jedzenia jak najbardziej można czerpać przyjemność.
Przeglądaj blogi, próbuj nowych przepisów, odkrywaj nowe smaki,
to może stać się przyjemnością, serio!

*Banał, ale pomyśl o swojej przyszłej sylwetce w bikini.
Pomyśl o tym, jak będziesz sie w nim czuła.
Pewna siebie, z wysportowanym ciałem i uśmiechem na twarzy.
Jeśli wytrwasz w postanowieniach, tak właśnie będzie,
czy to nie jest wystarczająca motywacja, żeby ruszyć tyłek? :)

*Kup karnet na siłownie.
Jak masz więcej gotówki, to najlepiej taki 3miesięczny.
Zazwyczaj bardziej, niż leniwi, jesteśmy tylko skąpi.
Szkoda zmarnować wydany hajs, nie?

*Ćwicz rano.
Mi osobiście to pomaga. Robisz swoje i masz cały dzień wolny. Nie masz wymówek.
Przy wieczornym treningu naprawdę jest ciężej.
Jestem zmęczona po pracy, nie mam czasu, coś mi wypadło, jest tyle rzeczy do zrobienia.
Znasz to?
Nastawiaj budzik i rozpoczynaj dzień treningiem.

*Wywal wagę. Zmierz się. Ustal, że będziesz mierzył się w konkretnych odstępach czasu.
Kiedy wiesz, że zaraz będziesz musiał sprawdzić czy Twoja praca daje efekty,
nie będziesz jej zaniedbywał. Rób wszystko żebyś w dniu mierzenia mógł spodziewać się satysfakcjonujących wyników.

*Powiedz znajomym, rodzinie i wszystkim wokół, że rozpocząłeś pracę nad sobą.
Im więcej osób wie, tym lepiej.
Głupio tak wszystkich zawieść.
Nawet jeśli reagują na to kpiącym uśmieszkiem, nie daj im satysfakcji. :)

*Zrób sobie zdjęcie.
Stań przed lustrem, odsłoń brzuch, nogi i ramiona.
Chcesz, żeby było lepiej? Pracuj.
Za miesiąć zrób sobie kolejne zdjęcie.
I kolejne.
Nic nie motywuje bardziej, niż widoczne efekty.
A efekty będą, mogę za to ręczyć.


Na dzisiaj to tyle.
Pamiętajcie, że sposobów na zmotywowanie się jest mnóstwo, ale nikt za Was niczego nie zrobi.
Jeśli nie chcecie ruszyć tyłka, to przejrzenie nawet 847289347 motywujcych wpisów nie dźwignie Was z kanapy.
ZACZNIJCIE, a potem już jakoś to pójdzie, wejdzie w krew.

Jeśli Wy macie jakieś swoje sposoby na motywacje, chętnie poczytam. :)
Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki!






czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy rok 2015- najlepszy czas by zrobić coś dla siebie!

Widzicie ile czasu minęło od mojego ostatniego wpisu?
Sporo. 
Pisałam wtedy o restrekcyjnej diecie i myślałam, że mam to za sobą, ale wcale tak nie było.
Miotałam się pomiędzy jedzeniem super zdrowo, głodzeniem się, a śmieciowym żarciem.
Ćwiczyłam, głównie na siłowni, widziałam efekty, w miarę możliwości byłam z siebie zadowolona,
ale wciąż nie mogłam się w stu procentach zmobilizować. Trwało to tak, trwało, 
aż wielkimi krokami zaczął zbliżać się nowy rok. I okej, można mówić, że to głupie, można przewracać oczami, ale czy to nie jest bodziec do zmian? Jakkolwiek byłoby to naiwne, to ja wierzę, że takie bodźce są każdemu z nas potrzebne.
Czasem bardzo chcemy coś zmienić, ale nie znajdujemy punktu zaczepienia. Odkładamy to na następny tydzień, miesiąc, ale wciąż stoimy w miejscu.
Dlatego ja dziś przychodzę z propozycją do Was.
Jest nowy rok- zmieńmy coś. To jest dobry moment, nie zmarnujmy go.
Podobno potrzeba 3 miesięcy pracy by cały świat zauważył nasze efekty.
Hej, czymże są 3 miesiące?
Często narzekamy, że czas leci za szybko, że zanim się obejrzeliśmy minął cały rok.
Spójrzmy na to z innej strony, zanim się obejrzymy możemy mieć wymarzoną sylwetkę, wyrobić sobie zdrowe nawyki i czuć się świetnie w swoim ciele.
Wystarczą 3 miesiące, 3 krótkie miesiące, które zlecą nam w mgnieniu oka.

Ja zaczynam, zacznijcie ze mną!

Na dole trochę motywacji, może się Wam przyda,
pozdrawiam :)!




















czwartek, 10 lipca 2014

Restrykcyjna dieta i jej wpływ na psychikę, czyli moja historia

Długo zastanawiałam się o czym będzie pierwszy post, który tu dodam. Postanowiłam przytoczyć Wam moją historię związaną z odchudzaniem się, z restrykcyjną dietą i z brakiem jakiejkolwiek wiedzy jak to robić z głową. Myśl o odchudzaniu zakiełkowała w mojej głowie jakoś we wrześniu 2013 roku. Wcześniej nie przejmowałam się szczególnie swoją wagą, nie wyglądałam idealnie, ale czułam się dobrze w swojej skórze. Budowę mam typu gruszka, szerokie biodra, duży biust, wąska talia i zawsze uważałam, że tak wyglądająca kobieta jest atrakcyjna. Nagle coś się zmieniło. Zaczęłam przyglądać się szczuplejszym koleżankom, nie chciałam od nich odstawać. Wpadłam w straszne kompleksy. Z uśmiechniętej dziewczyny stałam się wiecznie poddenerwowaną zołzą, która stawała na wadze po 15 razy dziennie i jedynym jej celem było jak najszybciej schudnąć. Zaczęłam się odchudzać w październiku. 65kg, 172 cm wzrostu. Od razu rzuciłam się na głęboką wodę, chciałam szybkich efektów. 1000kcal dziennie i treningi. 20min interwałów na czczo, po szkole 40min biegania, potem 1,5h trening sztuk walki i jeszcze 20 minut ćwiczeń w domu i tak dzień w dzień. Zaczęłam zapisywać wszystko, co jem. Stopniowo schodziłam do coraz mniejszej liczby kalorii. 1000 to było za dużo, znalazłam dzisiaj swój stary zeszyt- 28.03, 670kcal. Pewnie domyślacie się jak to wpłynęło na mój organizm- destrukcyjnie. Byłam przemęczona, ciągle było mi zimno, zaczęłam przeprowadzać głodówki. Mój organizm domagał się jedzenia, zdarzyło mi się parę razy dostać nagłego napadu głodu i jeść kompulsywnie. Schudłam do 54kg, ale co z tego? Mogłam schudnąć tyle samo gdybym podeszła do tego racjonalnie, bo tak niska liczba kalorii spowolniła mój metabolizm prawie do zera. A tak nie tylko ucierpiałam na tym fizycznie, ale głównie psychicznie i przed tym chcę Was ostrzec.
Kłóciłam się w tym okresie ze wszystkimi, dla wszystkich byłam okropna, a najbardziej dla tych, którzy chcieli mi pomóc. Psychicznie nigdy nie czułam się tak źle jak wtedy, nic mnie nie cieszyło. W głowie miałam tylko jedną myśl, jestem gruba i obrzydliwa, muszę schudnąć, bo nie mogę na siebie patrzeć. Wiem, ze to brzmi okropnie, ale tak właśnie było. Straciłam dobre relacje z koleżankami, straciłam dobre relacje z rodzicami, straciłam dobre relacje w związku. Nienawidziłam wszystkich wokół, ale najbardziej nienawidziłam samej siebie. Nie cofnę czasu, a wierzcie mi, chciałabym.

To jest tylko mikroskopijna część tego, co chciałabym na ten temat napisać. Część, która nawet nie przybliża tego jak wówczas fatalnie się czułam. Jest lipiec, wydaje mi się, że przejrzałam na oczy, że jest lepiej, ale wciąż z tego wychodzę. Wciąż nie mogę powiedzieć, że siebie akceptuję, ale zrobiłam pierwszy krok i z tego jestem dumna. Cały ten tekst jest ku przestrodze, odchudzanie to prosta matematyka i wcale nie musi wiązać się z masą wyrzeczeń(ale o tym więcej w poście na temat mojego teraźniejszego sposobu odżywiania), chcę tylko żebyście czytając ten post odpowiedzieli sobie na pytanie,
czy warto?

Ja już znam odpowiedź, a Wam wszystkim życzę duuużo wiary w siebie i dużo rozsądku,
uczcie się na moich błędach, w tym temacie popełniłam chyba wszystkie możliwe ;).


wtorek, 8 lipca 2014

Cześć Wam!

Tak sobie siedzę i myślę- jak powinien wyglądać pierwszy post na blogu?
Może inaczej, jak powinien wyglądać pierwszy post na blogu, żeby zachęcić potencjalnego czytelnika do wracania tu co jakiś czas?
Nie mam pojęcia, pewnie rozkręcę się z czasem, ale najpierw wypadałoby się przedstawić- na imię mam Natalia, lat mam dziewiętnaście, do pisania bloga przymierzałam się od długiego czasu, ale na przymierzaniu zazwyczaj się kończyło. Pierwszy krok za mną, a dalej kto wie, może zawojuję blogosferę! Poczytacie tu trochę o moich przemyśleniach na temat codziennych spraw, trochę o zdrowym odżywianiu i sporcie, który stał się nieodłącznym elementem mojego życia, trochę o kobiecych sprawach, kosmetycznych odkryciach i ubraniowych perełkach,
trochę o mnie i trochę o wszystkim co mnie otacza,
zapraszam!