niedziela, 4 stycznia 2015

Motywacja do ćwiczeń i zdrowego odżywiania- moje sposoby.

Z nowym rokiem wiele osób planuje rozpocząć swoją drogę do zdrowia i wymarzonej sylwetki. Mamy wielkie plany, ambicje, czujemy się zmotywowani. Czytamy blogi, oglądamy zdjęcia wysportowanych dziewczyn. Sukces wydaje się być w zasięgu ręki. I wreszcie zaczynamy. Pierwszy dzień diety, drugi dzień diety. Trening, trening. Mija tydzień, dwa i motywacja zaczyna słabnąć. Patrzymy w lustro i niby rozsądek mówi nam, że nie da się osiągnąć sukcesu na JUŻ,
ale harujemy na niego tak ciężko, a tu nic. W lustrze nie pojawił sie nagle inny człowiek.
I niestety. Zamiast pracować na wymarzone efekty dalej, poddajemy się. Tu pocieszymy się czekoladą, bo przecież po tylu dniach trzymania diety i ćwiczenia nam się należy. Tu zjemy coś na mieście. Opuścimy trening, bo mieliśmy ciężki dzień, bo czasu jest za mało, a tak właściwie to po prostu nam się nie chce. Motywacja słabnie i tak właśnie u znacznej części z nas kończy się walka o wymarzone ciało.
Znam to z autopsji.

Dzisiaj przedstawię Wam parę sposobów, które mi pomagają się zmotywować i nie rzucić wszystkiego w pizdu po tygodniu, czy dwóch, Chociaż wierzcie mi, nie jest to łatwa sprawa.
Nie będę Was oszukiwać. Jeśli ktoś z natury jest śmierdzącym leniem, jak ja, nie będzie miał lekko.
Grunt to odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla nas naprawdę ważne?
Pamiętajcie o konsekwencjach. Możliwe, że w tym momencie jedyne na co macie ochotę to leżenie w łóżku i obżeranie się ciastkami, a ćwiczenia i zdrowe odżywianie są ostatnią rzeczą jaka Wam w tej chwili w głowie. Spójrzcie w przyszłość i pomyślcie, co w ogólnym rozliczeniu będzie dla Was lepsze.
Ciężka praca, ale świetna sylwetka?
Czy błogie lenistwo, ale wylewające się boczki ze spodni, kupowanie ciuchów maskujących mankamenty figury w coraz większym rozmiarze i niechęć do oglądania się w lustrze?
Ja wybieram pierwsze.
I wierzcie mi, ten wybór jest GWARANCJĄ sukcesu.

Jeśli to nie jest dla Was wystarczającą motywacją, poniżej parę moich sposobów na wytrwanie w postanowieniach, dotyczących zdrowego odżywiania i treningu:

* Po pierwsze, zapisz swój cel. Określ co chcesz osiągnąć i w jakim czasie chciałbyś tego dokonać.
Proponuję założyć oddzielny zeszyt, dotyczący tylko tematyki zwiąnej z naszą przemianą.

*Potraktuj to jak wyzwanie. Realne wyzwanie. Wiem, że wszyscy o tym mówią, ale niech droga do sukcesu będzie stopniowa. Przyświeca Ci określony cel, ale łatwiej będzie Ci dojść do niego małymi krokami i celebrować małe sukcesy. Jaśniej. Rysujesz sobie tabelkę, która liczy 30 kwadracików. To Twoja tabelka na najbliższy miesiąc. Jeden kwadracik- jeden dzień. W kwadraciku stawiasz krzyżyk, albo nie wstawiasz nic. Codziennie stawiasz przed sobą cel- czysta micha i dobry trening. Dałeś radę? Brawo, stawiasz krzyżyk. I tak dzień w dzień. Nie myślisz o odległej przyszłości, o tym, że do sukcesu daleka droga, patrzysz na dzisiejszy dzień. Dzisiaj ma być dobrze. I działasz.
Wierzcie mi, banalna sprawa, a naprawdę ułatwia,
bo co to za problem postarać się przez jeden dzień?
Dużo łatwiej jest spojrzeć na to w ten sposób, niż myśleć, że ma się przed sobą pół roku(orientacyjny czas) ciężkiej harówy.

*Pomyśl o tym, że jeśli będziesz sumiennie dążył do celu, to sukces nie jest czymś możliwym do osiągnięcia,
jest pewny.

*Nie traktuj treningu jak smutnego obowiązku,
nie myśl o tym, że będzie ciężko, beznadziejnie, że robisz to z przymusu.
Pomyśl o sporcie jak o czymś, co jest stałym elementem Twojego życia, nie dlatego, że uprawianie go do czegoś prowadzi, tylko, że po dobrym treningu czujesz się świetnie.
Jak można nie lubić czegoś co w efekcie daje Ci radość?
No właśnie, nie można!

*Myśląc o diecie, nie myśl o głodówce, życiu na liściu sałaty i braku przyjemności z jedzenia.
A jeśli tak myślisz, zerknij na mój wcześniejszy post i NIE MYŚL TAK WIĘCEJ.
Ze zdrowego jedzenia jak najbardziej można czerpać przyjemność.
Przeglądaj blogi, próbuj nowych przepisów, odkrywaj nowe smaki,
to może stać się przyjemnością, serio!

*Banał, ale pomyśl o swojej przyszłej sylwetce w bikini.
Pomyśl o tym, jak będziesz sie w nim czuła.
Pewna siebie, z wysportowanym ciałem i uśmiechem na twarzy.
Jeśli wytrwasz w postanowieniach, tak właśnie będzie,
czy to nie jest wystarczająca motywacja, żeby ruszyć tyłek? :)

*Kup karnet na siłownie.
Jak masz więcej gotówki, to najlepiej taki 3miesięczny.
Zazwyczaj bardziej, niż leniwi, jesteśmy tylko skąpi.
Szkoda zmarnować wydany hajs, nie?

*Ćwicz rano.
Mi osobiście to pomaga. Robisz swoje i masz cały dzień wolny. Nie masz wymówek.
Przy wieczornym treningu naprawdę jest ciężej.
Jestem zmęczona po pracy, nie mam czasu, coś mi wypadło, jest tyle rzeczy do zrobienia.
Znasz to?
Nastawiaj budzik i rozpoczynaj dzień treningiem.

*Wywal wagę. Zmierz się. Ustal, że będziesz mierzył się w konkretnych odstępach czasu.
Kiedy wiesz, że zaraz będziesz musiał sprawdzić czy Twoja praca daje efekty,
nie będziesz jej zaniedbywał. Rób wszystko żebyś w dniu mierzenia mógł spodziewać się satysfakcjonujących wyników.

*Powiedz znajomym, rodzinie i wszystkim wokół, że rozpocząłeś pracę nad sobą.
Im więcej osób wie, tym lepiej.
Głupio tak wszystkich zawieść.
Nawet jeśli reagują na to kpiącym uśmieszkiem, nie daj im satysfakcji. :)

*Zrób sobie zdjęcie.
Stań przed lustrem, odsłoń brzuch, nogi i ramiona.
Chcesz, żeby było lepiej? Pracuj.
Za miesiąć zrób sobie kolejne zdjęcie.
I kolejne.
Nic nie motywuje bardziej, niż widoczne efekty.
A efekty będą, mogę za to ręczyć.


Na dzisiaj to tyle.
Pamiętajcie, że sposobów na zmotywowanie się jest mnóstwo, ale nikt za Was niczego nie zrobi.
Jeśli nie chcecie ruszyć tyłka, to przejrzenie nawet 847289347 motywujcych wpisów nie dźwignie Was z kanapy.
ZACZNIJCIE, a potem już jakoś to pójdzie, wejdzie w krew.

Jeśli Wy macie jakieś swoje sposoby na motywacje, chętnie poczytam. :)
Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki!






czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy rok 2015- najlepszy czas by zrobić coś dla siebie!

Widzicie ile czasu minęło od mojego ostatniego wpisu?
Sporo. 
Pisałam wtedy o restrekcyjnej diecie i myślałam, że mam to za sobą, ale wcale tak nie było.
Miotałam się pomiędzy jedzeniem super zdrowo, głodzeniem się, a śmieciowym żarciem.
Ćwiczyłam, głównie na siłowni, widziałam efekty, w miarę możliwości byłam z siebie zadowolona,
ale wciąż nie mogłam się w stu procentach zmobilizować. Trwało to tak, trwało, 
aż wielkimi krokami zaczął zbliżać się nowy rok. I okej, można mówić, że to głupie, można przewracać oczami, ale czy to nie jest bodziec do zmian? Jakkolwiek byłoby to naiwne, to ja wierzę, że takie bodźce są każdemu z nas potrzebne.
Czasem bardzo chcemy coś zmienić, ale nie znajdujemy punktu zaczepienia. Odkładamy to na następny tydzień, miesiąc, ale wciąż stoimy w miejscu.
Dlatego ja dziś przychodzę z propozycją do Was.
Jest nowy rok- zmieńmy coś. To jest dobry moment, nie zmarnujmy go.
Podobno potrzeba 3 miesięcy pracy by cały świat zauważył nasze efekty.
Hej, czymże są 3 miesiące?
Często narzekamy, że czas leci za szybko, że zanim się obejrzeliśmy minął cały rok.
Spójrzmy na to z innej strony, zanim się obejrzymy możemy mieć wymarzoną sylwetkę, wyrobić sobie zdrowe nawyki i czuć się świetnie w swoim ciele.
Wystarczą 3 miesiące, 3 krótkie miesiące, które zlecą nam w mgnieniu oka.

Ja zaczynam, zacznijcie ze mną!

Na dole trochę motywacji, może się Wam przyda,
pozdrawiam :)!